Jak wygląda dzień w stajni? Trening to tylko jego część. Zanim w ogóle wsiądę na konia, idę po niego na padok, przygotowuję jedzenie i sprzęt, czyszczę go, sprawdzam kopyta i nogi. Po jeździe czeka mnie kolejna część stajennej rutyny – rozsiodłanie, kontrola konia, pielęgnacja i przygotowanie go do odpoczynku.
Z czasem wypracowałam własną kolejność tych czynności, więc pokażę Ci, jak wygląda mój dzień w stajni krok po kroku. Nie traktuj jej jednak jako uniwersalnego planu dla każdego konia. Szczególnie żywienie, suplementację, pielęgnację czy obciążenie treningowe trzeba dopasować indywidualnie, najlepiej w konsultacji z trenerem, weterynarzem lub dietetykiem.
A teraz chodź ze mną do stajni 🙂
Krok 1. Dzień w stajni zaczynam na padoku
Punkt obowiązkowy, to oczywiście przywitanie się z Kolinerem 🙂 Daję mu chwilę uwagi, a potem prowadzę go z padoku do boksu. Nie zabieram się od razu za siodłanie – na moment pozwalam mu pobyć w spokoju, a sama w tym czasie zajmuję się kolejnymi rzeczami.
Początek dnia w stajni to także moment, w którym już zaczynam obserwować konia. Już na padoku widzę, czy koń podchodzi jak zwykle, jak idzie w drodze do stajni, czy interesuje się otoczeniem i jak reaguje na mnie. Nie analizuję oczywiście każdego ruchu ucha – ale interesują mnie wszelkie odstępstwa od zachowania, które dobrze znam.
Właśnie dlatego codzienny kontakt z koniem jest tak ważny – im lepiej znasz jego zwyczaje i reakcje, tym łatwiej wychwycić moment, w którym coś zaczyna wyglądać inaczej.
Krok 2. Przygotowuję jedzenie
Kiedy koń odpoczywa w boksie, przygotowuję dla niego jedzenie. U mnie jest to między innymi sieczka, a zależnie od dnia również mokry posiłek, np. wysłodki albo mesz. Dodaję zalecone suplementy i przygotowuję pudełka z posiłkami.
To rutyna dopasowana do mojego konia, więc nie warto traktować jej jako przepisu do skopiowania. Sposób żywienia zależy od potrzeb konkretnego zwierzęcia, jego zdrowia, kondycji i wykonywanej pracy. Jeżeli masz wątpliwości dotyczące diety swojego konia, najlepiej omówić je ze specjalistą – zdrowy i szczęśliwy koń, to szczęśliwa jeźdźczyni :).
Krok 3. Kompletuję sprzęt
Kiedy koń je, wyciągam z szafki wszystko, czego będę potrzebowała podczas treningu. Wolę przygotować sprzęt wcześniej, niż później zostawiać gotowego konia i biegać po stajni w poszukiwaniu rzeczy, o której zapomniałam. Przy okazji mogę szybko sprawdzić stan sprzętu. Sprzęt jeździecki dostaje przecież w kość – kurz, piasek, pot, wilgoć i błoto są jego codziennością. Jeśli coś zaczyna się przecierać, luzować albo wygląda inaczej niż zwykle, chcę zauważyć to przed jazdą.
Krok 4. Czyszczę konia i dokładnie go oglądam
Zanim wyprowadzę konia z boksu, czyszczę kopyta. Później przechodzimy na korytarz lub stanowisko i zaczynam dokładne czyszczenie. Szczotkując konia, oglądam po kolei całe jego ciało. Szukam ran i otarć, sprawdzam, czy nie pojawił się obrzęk, dotykam nóg i porównuję ich temperaturę. Zwracam też uwagę na reakcję konia – szczególnie jeśli przy dotykaniu miejsca, które zazwyczaj nie stanowiło problemu, nagle pojawia się napięcie albo wyraźna niechęć.
I tutaj znów bardzo pomaga znajomość własnego konia. Nie chodzi przecież o to, żeby codziennie szukać problemów. Chodzi o zauważenie, że coś odbiega od tego, co widzisz u niego każdego dnia.
Krok 5. Siodłam i sprawdzam sprzęt
Po czyszczeniu mogę zacząć siodłanie. Układam czaprak, siodło i pozostałe elementy, a przed wyjściem sprawdzam, czy wszystko leży tak, jak powinno. Patrzę, czy materiał nigdzie się nie zawinął, paski nie są skręcone i nic nie znajduje się w miejscu, w którym mogłoby powodować ucisk albo otarcie. Robię to przed każdą jazdą, również wtedy, kiedy korzystam ze sprzętu używanego od dawna.
Warto też patrzeć na samego konia. Jeżeli dotychczas spokojnie pozwalał się siodłać, a od pewnego czasu odsuwa się, napina grzbiet albo wyraźnie protestuje przy dopinaniu popręgu, dobrze zastanowić się, skąd bierze się ta zmiana. Nie zawsze jej przyczyną będzie sprzęt, ale nie ignorowałabym powtarzającej się reakcji.
Więcej o takich sygnałach pisałam w artykule „Jak sprawdzić, czy sprzęt jest wygodny dla konia? 5 rzeczy, które zawsze obserwuję przed i po treningu”.
Krok 6. Czas na jazdę
Pierwsze około 10-15 minut spędzam w stępie, spokojnie przygotowując konia do dalszej pracy. Później zaczynam właściwy trening – ale nie mam jednego scenariusza, który odtwarzam podczas każdej wizyty w stajni. Czasami jeżdżę samodzielnie, czasami trenuję z trenerem, a ćwiczenia zmieniają się zależnie od tego, nad czym aktualnie pracujemy i w jakiej formie jest koń. Plan treningowy jest ważny, ale równie ważne jest reagowanie na to, co dzieje się danego dnia. Jeśli koń porusza się inaczej niż zwykle, jest wyraźnie spięty albo pojawia się zachowanie, którego wcześniej nie było, wolę przyjrzeć się temu bliżej niż za wszelką cenę odhaczyć zaplanowane ćwiczenia.
Po zakończeniu właściwej pracy ponownie przeznaczam około 10-15 minut na spokojny stęp.

Krok 7. Schodzę z konia, ale moja wizyta w stajni jeszcze się nie kończy
Po jeździe ponownie oglądam konia. Sprawdzam nogi, ich temperaturę i szukam ewentualnych nowych otarć czy innych zmian, których nie było przed treningiem. Po rozsiodłaniu mogę też dokładnie obejrzeć miejsca znajdujące się wcześniej pod sprzętem. Patrzę na grzbiet i okolice popręgu, zwracam uwagę na sierść, ślady potu, zaczerwienienia oraz reakcję na dotyk. Dzięki temu wiem, jak koń wyglądał przed pracą i mogę porównać to z jego stanem bezpośrednio po niej.
Krok 8. Myjka, kopyta i pielęgnacja
Po rozsiodłaniu przechodzimy na myjkę. Zależnie od potrzeb chłodzę kończyny Kolinera zimną wodą albo stosuję wcierkę chłodzącą. Myję kopyta, sprawdzam strzałki i zajmuję się wszystkim, co danego dnia wymaga dodatkowej pielęgnacji.
Później koń wraca do boksu, gdzie dostaje przygotowany wcześniej mokry posiłek i może odpocząć. Dopiero wtedy kończy się moja treningowa część dnia w stajni.
9. Dzień w stajni – co robię, kiedy tego dnia nie jeżdżę?
Dzień bez jazdy wcale nie oznacza, że nie mam po co pojawiać się w stajni. Koń może mieć dzień przeznaczony na regenerację i odpoczynek od większego wysiłku fizycznego, a ja nadal mogę spędzić z nim czas. Czasami idziemy na spacer w ręku, czasami wychodzimy na trawę. Mogę spokojnie go wyczyścić, zająć się pielęgnacją albo zrobić trochę pracy z ziemi. Lubię takie dni również dlatego, że nie wszystko kręci się wtedy wokół wykonania treningu. Mam więcej czasu, żeby przyglądać się temu, jak koń reaguje na otoczenie, co przyciąga jego uwagę, czego się obawia, kiedy się rozluźnia i jak odpowiada na moje sygnały. Wiele rzeczy, które później widzę podczas jazdy, dużo łatwiej zrozumieć, kiedy znam zachowanie konia również poza ujeżdżalnią.

10. Praca z ziemi
Pracy z koniem z ziemi nie zostawiam wyłącznie na dni wolne od jazdy. Lubię włączać ją również do normalnej pracy, bo daje mi możliwość skupienia się na komunikacji z koniem z zupełnie innej perspektywy. Z ziemi mogę pracować nad koncentracją Kolinera, reakcją na sygnały czy spokojnym podążaniem za człowiekiem, nie dokładając przy tym takiego obciążenia fizycznego jak podczas klasycznego treningu.
To także kolejne wspólne doświadczenia. A im więcej różnych sytuacji przechodzimy razem, tym lepiej poznaję reakcje mojego konia.
Chcesz wiedzieć więcej o relacji z koniem? Dowiedz się, jak ją budować.
Jeśli chcesz dołączyć do naszej społeczności Trotelle i razem z nami olśniewać w siodle, zapraszam Cię na Instagram:
